LEGENDY

Milczące dzwony

Opowieść ta sięga mroków średniowiecza. Wtedy to w środku Łęcza stał kościół, zbudowany prostą technologią ceglano – drewnianą . Od zachodu kościół miał drewnianą wieżę. Ona to przeszkadzała jednemu z miejscowych włościan. Przesłaniała mu widok na rozległe pagórki, na których uprawiał zboże.                                                                                                            lll1750_panoramka.jpg [448x243]

Tak długo ciosał kołki na głowie żony, aż ta doprowadzona do ostateczności postanowiła wieżę obalić. Kobieta była słusznej budowy ciała, ale wieża ją przetrzymała. Trudno było chłopu namówić kogoś innego do przewrócenia wieży. Zaślepiony człowiek nie dał za wygraną. W końcu przekupił cieślę, który znając tajniki drewnianej konstrukcji uderzył w miejscu gwarantującym katastrofę. Wieża legła na przykościelnym podwórku. Chłop udawał szczery żal, winę zrzucił na silny nadzalewowy wiatr. Dzwony wygrzebane z rumowiska na przydrożnej lipie zawiesił. Nikt by się nie domyślił, gdyby nie to, że dzwony od tego czasu zamilkły. Przestały żegnać zmarłych odprowadzanych na cmentarz. Ludzie i szczęście odwrócili się od chłopa. Ten rozpił się ze zgryzoty i w końcu zmarł. Staruszka-zielarka w dzień pogrzebu kazała serce dzwonów owinąć czerwonym suknem i uderzyć nimi dokładnie gdy trumna znajdzie się w grobie, ale jeszcze ziemi nie dotknie. Tak się stało. Dzwony od tej chwili brzmiały piękniej niż kiedykolwiek. Ich dźwięk przeleciał przez wieś, przez okoliczne pola i skrył się w leśnych jarach.

ll1746_kosciol1.jpg [300x253]2lll1817kosci.jpg [300x233]